Otworzyłam drzwi i pierwsze o czym pomyślałam to jedzenie. Wpadłam do kuchni jak tornado i zaczęłam przeglądać lodówkę. Świeciła pustkami. Przeszukałam wszystkie półki i nic. Okrągłe zero.
Spojrzałam na zegarek.
"Sam przyjedzie dopiero za dwie godziny a ja umieram z głodu" - jęknęłam żałośnie.
Otworzyłam raz jeszcze lodówkę z nadzieją, że znajdę w niej cokolwiek do jedzenia. Nic.
"Dobra Charlie, jest jeszcze wcześnie, a ty jesteś głodna. Dasz radę." - pomyślałam.
Sięgnęłam po długopis.
" Jestem w sklepie. Poszłam po coś do jedzenia, wrócę za pół godziny.
Charlie"
Położyłam kartkę na stole, wzięłam torbę i wyszłam.
Idąc przez park starałam się chodzić po najjaśniej oświetlonych drogach. Zerknęłam czy nikt za mną nie idzie. " Po co miałby za tobą iść, co?" - usłyszałam zirytowany głos w mojej głowie. Moja podświadomość. Przewróciłam oczami i szłam dalej główną drogą. Było jasno ale mimo to park podobnie jak moja lodówka, świecił pustkami.
- Dziwne, - mruknęłam. Zerknęłam jeszcze raz i zamarłam. Ktoś szedł za mną. Przyśpieszyłam.
Odwróciłam głowę. Osoba za mną zrobiła to samo. Otworzyłam szeroko oczy i puściłam się biegiem. Zaczęłam nerwowo skręcać w uliczki i schodzić dróżkami wydeptanymi na skróty z nadzieją, że go zgubię.
'A może ją?' - zakpiła sobie ze mnie. ' Yghh...'-pomyślałam. Zawsze przeciwko mnie.
Zerknęłam raz jeszcze. Nikt. Nic. Null. Zero. Po parku a ni śladu choćby jednej żywej duszy.
- zaczynam mieć zwidy, - mruknęłam wciąż nie pewnie.
'Hmm, nie po raz pierwszy?!' - zamknęłam oczy i rozmasowałam skronie palcami.
Odwróciłam się powoli i ruszyłam niepewnym krokiem z powrotem na główną drogę.
- dwadzieścia cztery... dwadzieścia pięć... dwadzieścia sześć...
Z każdym krokiem było lepiej, ale wciąż czułam się tak jakby ktoś mnie obserwował.
***
- Dzień dobry, pani Dorotheo..
- Czy ja dobrze słyszę? - zapytała staruszka, - No nie wierzę własnym oczom!?
- Czyżby to była moja kochana Charlotta? - ciepły głos kobiety w fioletowym fartuszku w kwiaty, obwiązanym w pasie sprawił, że uśmiechnęłam się szeroko.
- Dawno Cię, u mnie nie było, - stwierdziła. Zarumieniłam się jak burak.
Miała rację, ostatni raz widziałam ją.... dawno temu. - czyżbyś zapomniała o mnie? - dodała żartobliwie.
- Ależ skąd! - prawie, że krzyknęłam. - Znaczy się, nie, nie mogłabym pani Dorotheo.
- Ahh.... nie denerwuj się tak dziecko, ja tylko żartowałam, - uśmiechnęła się, - a swoją drogą, na pewno nie przyszłaś na pogaduszki tylko po zakupy, prawda?
Kiwnęłam głową.
- Czego więc sobie życzysz?
Spojrzałam na regał stojący za ladą. Poczułam ślinę napływającą mi do ust.
***
Otworzyłam szeroko drzwi łokciem i weszłam do domu obładowana zakupami.
Postawiłam je na podłodze i pozwoliłam sobie na krótki odpoczynek.
Trzasnęłam drzwiami i ruszyłam z bagażem jedzenia do kuchni.
Wyjęłam zakupy i zajęłam się gotowaniem. Wstawiłam makaron i przygotowałam sos pomidorowy z mięsem mielonym. Nałożyłam na talerz i posypałam serem.
- Hmm... wszystko pięknie, ładnie, ale czegoś tu brakuje... - zadumałam się.
Rozejrzałam się po kuchni i..- Bingo!
Położyłam na danie listek bazylii i przyjrzałam się swojemu dziełu. Idealnie.
Wzięłam talerz i rozłożyłam się na kanapie w salonie.
***
- Charlie, Charlie... - poczułam lekkie szarpanie i otworzyłam powoli oczy. Sam? Zmrużyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Hmm...? - przejechałam ręką po twarzy. Ziewnęłam i spojrzałam pytająco.
- Nie 'Hmm?', tylko czy ty wiesz, do czego służy telefon?! - Podniesiony głos sprawił, że się wzdrygnęłam.
- Sam.. ja.. nie...- zaczęłam jąkając się. Szlak. Zawsze to robię. Nie cierpię jak ktoś na mnie krzyczy.
- Nie! - krzyknął zdenerwowany. Po chwili jednak westchnął i usiadł na kanapie obok mnie.
- Przepraszam, ale ja...
- Wiem, - dotknęłam uspokajająco jego ramienia. Martwił się. Martwił się o mnie.
Poczułam jego spięte mięśnie pod ciepłym płaszczem.
On. Sam. Zwykły dziewiętnastolatek. Zawsze beztroski i zabawny. Żyjący pełnią życia. Uśmiechnięty.
Teraz biło od niego tylko zmęczenie. Musiał tak szybko dorosnąć. Dla mnie. Dla... Ryan'a.
Ja straciłam brata, a on najbliższego przyjaciela. Sam cierpiał a mimo to nie poddał się, chociaż ja tak.
Był mi oparciem. Dał mi nadzieję. Opiekował się mną. Ciężko pracuje tylko po to by.. by się mną zająć.
Westchnęłam.
-Sam? - zapytałam cicho.
- Taak?
Co miałam mu powiedzieć? O co miałam zapytać? Co chciałam wiedzieć?
- Zostało jeszcze trochę makaronu, chcesz może spaghetti? - zapytałam w końcu.
- Taa, pewnie.. - uśmiechnął się lekko.
- Idź weź prysznic, a ja w tym czasie podgrzeję sos i mięso.
Patrząc jak Sam odchodzi pokręciłam tylko głową z niedowierzaniem.
''-Charlieeeeee!
-Charliee!
- Ygh.. zamknijcie się już! - krzyknęłam z drugiego pokoju.
- Charlieeeeee!
- Ygh..- przewróciłam oczami i wstałam z łóżka odkładając książkę.
-Chaaaarlie!
- Już idę, idę - mruknęłam. - Co jest?
Oby dwaj leżeli na kanapie z czerwonymi nosami, okryci ciepłym, zimowym kocem. Spojrzałam na nich rozbawiona. Wyglądali tak komicznie. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok, jednak po chwili uśmiech zamienił się w grymas. ' No tak. Jak twoi twardziele chorują, ktoś się musi nimi zająć..' - pomyślałam.
Ktoś, czyli ja.
Ruszyłam w stronę kuchni i zaczęłam robić to co robię najlepiej. Gotować? Niee. Pomagać przyjaciołom? Zdecydowanie tak. Pokroiłam warzywa i wstawiłam wodę na makaron i na zupę. Rosół. Tak. To jest to.
- Kiedy jest się chorym, najlepszy jest rosół. - stwierdziłam.
Po dłuższej chwili zupa była gotowa. Wlałam ją do misek i ładnie przyozdobiłam.
- Co tak dłuugo? - jęknął Ryan.
- Ehh.. wiesz, że ..- zaczęłam, ale nie dano mi dokończyć.
- 'Estetyka przede wszystkim' - powiedzieli obaj wywracając oczami. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem.
- Faceci.. -mruknęłam.''
'Piiiiip piiiiiiiip '
Otrząsnęłam się i wyjęłam z mikrofali wcześniej włożone spaghetti. Na wierzch starłam ser i położyłam bazylię. Zrobiłam czarną herbatę i usiadłam na blacie.
Kiedy Sam przyszedł zauważyłam tylko jego bladą, zmęczoną twarz, przykrytą blond włosami.
Poruszyłam się niespokojnie. Sam nie zwróciwszy na mnie uwagi usiadł i zaczął się zajadać.
- Dawno nie gotowałaś, - stwierdził opychając się makaronem. - aleeee pyycha.
Jak zobaczyłam jego twarz upapraną sosem uśmiechnęłam się mimowolnie.
Tęskniłam za tym widokiem.
_________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Notka:
Hej, hej.
Na początku chciałam przeprosić za moją dłuugą nieobecność,
ale sami wiecie. Wystawianie ocen.
W gruncie rzeczy jest dobrze, więc
mam nadzieję się poprawić z dodawaniem kolejnych rozdziałów.
Mam nadzieję, że Wam się podobało i czekam na opinie.
Alice.
Nowa zasada:
Szybkość dodania kolejnego rozdziału, zależy od Was [czyt. Komentarze].
<3
OdpowiedzUsuńNadal nie do końca potrafię się w tym wszystkim odnaleźć, choć bardzo powolutku pewne rzeczy zaczynają być jaśniejsze. :) Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńhttp://magiafuego.blogspot.com/