piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 3

Otworzyłam oczy i momentalnie je zamknęłam.
 Już ranek?
Nie może być..
Wzięłam głęboki oddech i wstałam z łóżka. Wpadłam do łazienki i stanęłam przed lustrem.
Zmrużyłam oczy.  Moje ciemne loki poskręcane latały na wszystkie strony. Okropny ból głowy, któremu towarzyszyły ciemne wory pod oczami i blada twarz odwzorowywały perfekcyjnie mój stan psychiczny.
Dziś jest ten dzień. Minął już równo rok. Rok od wypadku.
Poczułam ogromną pokusę by znów schować się w ciepłej pościeli i zatopić w niej wszystkie uczucia. Potrząsnęłam głową i wyjęłam kosmetyki.  Rozczesałam włosy i związałam je w luźny koczek.
Teraz czas na makijaż… Dawno się nie malowałam, ręka drżała mi cały czas ale mimo to, dałam radę. Użyłam trochę podkładu by zakryć bladość i wory oraz nałożyłam trochę tuszu do rzęs i bezbarwny błyszczyk. Przyjrzałam się sobie w lustrze. Wyglądałam prawie jak inne dziewczyny. Prawie normalnie. Właśnie, prawie. Westchnęłam i spojrzałam na zegarek, już za dwadzieścia ósma.
'to nie możliwe!' - krzyknęłam w myślach.
Otworzyłam szeroko oczy i wpadłam do pokoju.
Otworzyłam szafę z ciuchami i wyciągnęłam czarne spodnie oraz  kremowy sweterek. Ubrałam się błyskawicznie, po czym zbiegłam po schodach do kuchni.  Zobaczyłam talerz pełny tostów i kartkę.

„Pojechałem już do pracy, tu masz śniadanie, rower stoi przed domem. 
Widzimy się o 18,
Sam”


Wepchnęłam tosty do buzi i pobiegłam na korytarz. Założyłam czarne trampki, płaszczyk i szalik. Wyszłam z domu i wsiadłam na rower. Już miałam odjeżdżać kiedy przypomniało mi się o kluczach.
No jasne, cała ja ‘ – westchnęłam i biegiem ruszyłam pod drzwi by je zakluczyć.  Z powrotem wsiadłam na mój piękny, czerwony rower i ruszyłam do szkoły.
                                                                            ***
Wbiegłam do klasy minutkę przed dzwonkiem i zajęłam swoje, dawne miejsce obok Lily.
Blondynka, mleczna cera zakryta warstwami makijażu. Niebieskie oczy, które podkreślał tusz do rzęs.
 Na policzkach miała sporo różu.
 Obcisła koszulka ze sporym dekoltem podkreślającym jej nie mały biust i krótka mini.
 Makijaż idealny. Strój idealny. Jednym słowem : p i ę k n o ś ć.
- Heej, - przywitałam się lekko zachrypniętym głosem. Tak dawno jej nie widziałam...
Lily zajęta swoją komórką najwyraźniej  wcześniej nie zwróciła na mnie uwagi, bo gdy tylko się odezwałam, spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami i rozdziawioną buzią –  no co? – speszyłam się.
- Charlie! – pisnęła – nie wierzę, że to Ty!?
Blondyneczka rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie dusić. Uśmiechnęłam się i kazałam jej mnie puścić.
- no co, dawno się nie widziałyśmy, to wszystko przez ten wypadek.. – zamarłam i spojrzałam na przyjaciółkę, do której  dotarło co powiedziała  - O mój boże, Charlie, przepraszam ja..
- daj spokój, - uśmiechnęłam się blado – mów lepiej co u Ciebie, zmieniłaś fryzurę?
- Noo! Dobrze, że zauważyłaś, są teraz jaśniejsze i miększe w dotyku i… - cała Lily, moja Lily.
 'ehh' - westchnęłam.  Jak się rozgada to już na dobre. Nic się nie zmieniła.
Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć tego samego o sobie.
                                                                         ***
 - Hej Lily, pomożesz mi? – spojrzałam na przyjaciółkę piłującą swoje dłuuugaśne paznokcie. 
- W czym? – nawet na mnie nie spojrzała. 
- w ogarnięciu tego wszystkiego? – zatoczyłam ręką okrąg wskazując na stos papierów leżących na blacie – musimy to skończyć, na j u t r o. – podkreśliłam. -  Pomożesz mi ?
-  Ehh.. – Lily przewróciła teatralnie oczami podkreślając fakt, jak bardzo to nie chce tego robić – nie mam wyboru, co nie?
Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki i potrząsnęłam przecząco głową…
                                                                        ***
- Charls, Charls ! – poczułam nagłe dźgnięcie w ramię i zaskoczona spojrzałam na przyjaciółkę.
- hmm?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz..? – blondynka ściągnęła swoje idealnie wydepilowane brwi oraz zmarszczyła wyczekująco czoło.
- przepraszam, mogłabyś powtórzyć? – speszona tą sytuacją poczułam lekkie rumieńce i spojrzałam przepraszająco na Lily.
- Eh.. – westchnęła – no więc pytam po raz setny, w piątek jest mała impreza nad jeziorem i..
-  nie! – palnęłam zdecydowanie zbyt szybko i zbyt głośno bo nauczyciel spojrzał na mnie nieco zdziwiony i uniósł pytająco brwi. Opuściłam głowę by ukryć zażenowanie malujące się na mojej twarzy.
- nie, - szepnęłam po chwili – nigdzie nie idę.
- ale nawet nie dałaś mi dokończyć…
- powiedziałam : nie, - sama sobie zdziwiłam się tą stanowczością w swoim głosie ale kontynuowałam - koniec, kropka. – dodałam pewna siebie. Chyba nawet bardziej, niż myślałam.
- Ehh, jak uważasz… - przyjaciółka spojrzała na mnie z lekkim zaskoczeniem, które zmieniło się w rezygnację.  ‘Ufff…’ – pomyślałam.
___________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.

Notatka:
Bum!
Hejka, przepraszam za moją nieobecność, ale byłam przekonana, że dodałam tą część, a tu proszę O.o
Mam genialny pomysł :D otóż myślałam nad moim blogiem i nad Wami, i wymyśliłam nową zasadę.
Brzmi ona tak: Szybkość dodania kolejnej części zależy od Was :D [ czyt. Komentarze ]
No i co Wy na to?
Piszcie, będę czekać, do następnego :D
PS: Co myślicie o rozdziale?



sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 2


Samotność.
 Jedyne co mi zostało. Zamknęłam oczy i zaczęłam odliczać tykania zegara z sypialni. Raz..dwa..trzy… cztery.. wskazówka sekundowa ruszała się po tarczy zegara co chwilę. Nie zatrzymując się i nie cofając.
Nie patrząc w tył i nie myśląc nad przeszłością, brnęła dalej. Czas nigdy się nie zatrzymywał, płynął i nie patrząc za siebie stawiał przed sobą krok po kroku. 
‘Dlaczego ja tak nie umiem?’  - Westchnęłam.
Oparłam głową o ścianę za mną. Spojrzałam na księżyc.
 Tak piękny, tak odległy..

* jedenaście lat temu,  lato, dom babci Greyson *

„ – Patrz Charlie, widzisz? – Ryan spojrzał na mnie swoimi ciepłymi, zielonymi oczami - spójrz, - wskazał ręką nocne niebo  - widzisz te gwiazdy?
- uhm, - mruknęłam.  Spojrzałam na migoczące w oddali ‘kropki’. Wyglądały pięknie – ale  co to są te gwiazdy? – zapytałam.
- gwiazdy są jak ludzie, którzy odeszli, - spuścił wzrok – ale wciąż są przy nas, rozumiesz?
- ale one migoczą.. – westchnęłam.  Kątem oka zobaczyłam, że Ryan się uśmiecha.
- Tak, migoczą, bo są szczęśliwe,  - otoczył mnie ręką  - wiesz, trochę przypominają mi Ciebie..
- też tak migoczę?  - Ryan spojrzał na mnie rozbawiony licząc, że żartuję, ale gdy zrozumiał, że mówię serio zaczął się śmiać.
  – no co? – burknęłam i skrzyżowałam ramiona, obrażona.
-  wiesz, że księżyc..  - uspokoił się trochę i wskazał ręką coś.. coś pięknego, czego nigdy dotąd nie widziałam  -  .. jest takim opiekunem gwiazd?
- czyli jak ty? – mój grymas zniknął i pozwolił ulec ciekawości, wpatrywałam się w ogromny, świetlisty okrąg po środku nocnego nieba, otoczy przez miliony kropek. Otworzyłam usta z wrażenia...
- dokładnie, - uśmiechnął się  - za każdym razem jak poczujesz się samotna,  spojrzysz w niebo i zobaczysz księżyc, wiedz, że  gdziekolwiek ja bym był, zawsze będę się Tobą opiekować.
Spojrzałam na jego piękne zielone tęczówki i wtuliłam się w brata.”


*Teraz*

Pojedyncza łza spłynęła mi powoli po policzku tworząc kolejny tor na pozostałych, zaschniętych.
- Mój braciszek, mój starszy braciszek – szepnęłam.  Światło księżyca przebijało się przez zasłony i otoczyło mnie całą.  Podciągnęłam nosem  i poczułam narastający we mnie gniew, żal.  Podniosłam się z zimnych kafelek.
- No i gdzie Ty jesteś? – zapytałam cicho – miałeś się mną opiekować, pamiętasz?  - uderzyłam ręką o blat stołu i wybuchłam. Gniew. Złość. Żal. Strata. Ból. Samotność.
Wszystkie emocje płynęły ze mnie, fala za falą. Byłam wściekła. Nic nie rozumiałam.
Krzyczałam jak opętana. Nagle poczułam na sobie czyjeś ramiona. Zaczęłam się wyrywać.
- Charlie! Charlie! – Słyszałam za sobą podniesiony głos Sam’a  - słyszysz?! Uspokój się!
- Miałeś się mną opiekować ! – krzyczałam w stronę okna, za którym widniał olbrzymi, okrągły księżyc.
- Charlie,  do jasnej cholery przestań!
- Byłam twoją gwiazdeczką!  - wyrywałam się, ale czułam, że gniew opada – Miałeś być jak księżyc! Miałeś się mną opiekować.. Miałeś.. Miałeś..
Osunęłam się powoli na posadzkę i wybuchłam płaczem. Sam otoczył mnie ramieniem.
- Hej, hej..- starał się dać mi siłę, której on sam nie miał.
- Dlaczego on? – płakałam – Ja.. ja nie chciałam.. on.. to .. ja.. – łzy cisnęły się ze mnie bezustannie.
- Charlie, słyszysz mnie? – schowałam twarz w ręce –  Charlie spójrz na mnie,  - Sam odwrócił moją głowę  w jego stronę i mimo woli spojrzałam mu w oczy. Płynęło z nich wyczerpanie. Ból wymieszany ze zmęczeniem wypełniał jego niebieskie oczy. Blond włosy rozczochrane sterczały na wszystkie strony.  Mimo ciemności widziałam jak blady się stał od .. od wypadku.
 Sam, jest.. znaczy był.. był najlepszym przyjacielem Ryan’a. Patrząc na jego twarz widziałam powagę.
- Charlie.. on, - szepnął – on nie wróci..
- ale.. – próbowałam powiedzieć mu o atakach, o tym jak go widzę, ale.. za bardzo go to boli..
- nie, – nie spuszczał ze mnie swoich tęczówek – to nie twoja wina, – dodał tak pewnie, że prawie w to uwierzyłam. Właśnie, ‘prawie’.  Otarłam łzy.  Jego niebieskie oczy tak bardzo zlewały  się z zielonymi oczami Ryan’a.

Westchnęłam cicho i kiwnęłam głową. Oboje byli do siebie podobni pod każdym względem.
 Prawie jak bracia. Podniosłam się i razem z Sam’em wyszliśmy z kuchni.
- idę do łazienki, a ty idź się połóż, jutro wielki dzień…
- okej –  wysiliłam się na uśmiech i wbiegłam po schodach do pokoju.
 Opadłam na łóżko, mój wzrok powędrował w stronę okna. Nocne niebo.  Tyle migoczących kropek. Uśmiechnęłam się sama do siebie.  Spojrzałam na księżyc.
Tak piękny, tak odległy…  zasnęłam.
_________________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Notka:
Hejka, co tam u Was, przepraszam za moją nieobecność ale wiecie, święta i tak dalej :D
No to co myślicie o rozdziale? Jak się podoba?
Miłego :))

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 1

Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi. 

- Nie, tak nie może być - pomyślałam. 
Podłoga skrzypiała na każdym kroku. Wyszłam na korytarz i zaczęłam szukać włącznika. *Pstryk* i nic. *Pstryk* i znowu nic. 
- Kurczę - mruknęłam. Pewnie znowu wyłączyli nam prąd. Ostatnio robią to co raz częściej, dziwne. Przewróciłam oczami. Latarka jest w kuchni. Po ciemku zbiegłam po schodach, przeskakując co dwa stopnie i wpadłam do kuchni. Jedynym źródłem światła był tylko okrągły księżyc. Przystanęłam na chwilę. Nieco przypominał mi jeden, z tych wszystkich horrorów, gdzie bohaterowie próbują uciec przed psycholem z piłą, goniącym ich po cmentarzu i w tle widać taki księżyc.
 Yghh.. wzdrygnęłam się na samą myśl. Pokręciłam głową i wróciłam do poszukiwań. Otworzyłam szufladkę i … Jest! Teraz tylko chwila prawdy, * Pstryk*
-działa, - uśmiechnęłam się sama do siebie. Już miała iść do pokoju gdy usłyszałam kroki u góry. 
Zamarłam – No, Charlie, teraz już masz światło, - próbowałam się uspokoić – weź się w garść, - szeptałam, - to pewnie tylko Twoja wyobraźnia…
Nagle zrobiło mi się zimno. Czułam, że temperatura spada. Ciarki przeszły mi po całym ciele. Poczułam fale zbliżających się ataków. 
Przypomniało mi się co mówił Dr. Steven. 
„Gdy tylko znowu je usłyszysz, lub on.. cóż, znowu się pojawi, nie zapominaj że to tylko Twoja wyobraźnia. On nie istnieje, weź głęboki oddech i uspokój się.” - tak, uspokój się.
 Wdech… Wydech… Wdech..Wydech..Wdech… kolejne kroki… Wydech… Zaraz co ? 
Zimny pot oblał mnie całą. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie..!
Poczułam ostry chłód. Wiedziałam, że on stał za mną. 
- Charlie? – Głos rozniósł się echem w mojej głowie. Moje imię. W mojej głowie. 
Odwróciłam … Stał tam cały mokry, miał na sobie tą samą, białą koszulę bez rękawów i stare, wydarte dżinsy. Wyglądał tak samo jak ostatni raz kiedy go widziałam, tam samo jak tamtego dnia.

„ – no nie wierzę! – burknęłam – jak możesz być aż tak sztywny? 
Zapięłam pasy i skrzyżowałam ramiona na piersi. Widziałam, że przez przednie lusterko Ryan przygląda mi się. Czekał aż na niego spojrzę. O nie! Usilnie starałam się wpatrywać w przestrzeń za oknem zlewającą się w czarne plamy. Miasto otoczone przez czarne, nocne niebo wyglądało nijako. 
- ale Ty jesteś uparta.. – Usłyszałam zrezygnowany głos Ryana i nie musiałam nawet patrzeć by wiedzieć, że znów kręcił głową, targając ręką swoje rozczochrane włosy. Mimowolnie wygięłam usta w uśmiechu - ..ale i nie odpowiedzialna.. – dokończył ciszej, z powagą. Mój uśmiech momentalnie znikł. Poczułam narastający gniew..”

-Pomocy..-szepnął na tyle głośno bym go usłyszała. Usta mi zadrżały, jego głos był taki… znajomy? obcy? 
Przymknęłam oczy by nie widzieć znów jego bladej twarzy, na którą opadały ciemne włosy. 
-Odejdź, - szepnęłam, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku – Słyszysz? Odejdź!  – dodałam głośniej. Usłyszałam ciche westchnienie i krok w moją stronę. 
Po chwili poczułam zimną dłoń na swojej twarzy i mimowolnie otworzyłam swoje oczy i spojrzałam w jego. Były puste. Bez życia. Podobnie jak moje. Cała drżałam. Tak pragnęłam, żeby został. Potrzebowałam tego. Chciałam tego. Bałam się, nie chciałam go znów stracić. 
Po raz kolejny podjęłam się walki ze swoją podświadomością. 
-naprawdę tego chcesz? – zapytał zaciskając zsiniałe usta w wąską linie.
- tak, - nie!  – i nigdy  – mnie nie opuszczaj!  – nie wracaj…
Kolejna łza spłynęła mi po policzku. Mrugnęłam. Chłód zniknął. On też.
 Znów. Zostałam. Sama. 
Opadłam na podłogę i zaczęłam cicho płakać. Na dziś to był koniec.
 W głowie miałam jedno pytanie, dlaczego Ryan, dlaczego, dlaczego akurat Ty?


______________________
Jeśli to przeczytałeś/aś, to zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.

Notka:
No więc tak, pierwszy rozdział mamy za sobą, co Wy na to? 
Jak Wam się podoba? Co myślicie o tym rozdziale? 
Miłego wieczorka :))

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Prolog


Spojrzałam na leżącego obok Sam'a i nie mogąc się powstrzymać westchnęłam. Leżał oparty, blond włosy opadały mu na twarz, jego niebieskie oczy były zamknięte, a oddech wyrównany. Spał. Wyglądał tak...tak jakby nic się nie wydarzyło... tak jakby nie było wypadku.... tak naiwnie.. beztrosko..tak jak... tak jak kiedyś.

                                                                        * * *
"-Charlie! - usłyszałam głosy dwójki przyjaciół. Ryan i Sam. Oboje roześmiani biegli w moją stronę. Rzuciłam się do ucieczki. 
- O nie, nie tym razem - mruknęłam. Byli już blisko bo słyszałam ich przyśpieszone oddechy wymieszane ze śmiechem. Przyśpieszyłam.
- No co? już wymiękacie ? - krzyknęłam za siebie. usłyszałam ciche warknięcie Ryana. 
- Nie..Znaczy tak..- Odwróciłam się i spojrzałam na nich. Oboje stali schyleni i łapczywie wdychali powietrze. Zdziwiłam się. Czy ja dobrze słyszę? Moi chłopcy wymiękają? No nie...nie wierzę.Uśmiechnęłam się. 
- WIęc jak? - zrobiłam kilka kroków w ich stronę, - przyznajecie, że.. - i jeszcze kilka kroków, - prze..- zbliżyłam się na dosyć niebezpieczną odległość - gry...- schyliłam się i spojrzałam im obu w twarz, - waaa..-oboje wyglądali na zmęczonych - cie..? - wraz z wypowiedzeniem ostatniej sylaby wyprostowali się i zauważyłam przelotne uśmiechy. Potem już wszystko działo się zbyt szybko. Ja - mój pisk - śmiech chłopaków - wyrywanie się - odliczanie - puszczenie - zimna woda - wygrali. Yghh.. jak ja ich nienawidzę! 
- Tto ... nniee.... ffair...- trzęsąc się wyszłam z wody, - wwyy oszukkiwaliściee...!
- możliwe, ale ..- zaczął Sam.
- Wygraliśmy...- dokończył Ryan. Spojrzałam na obu morderczym wzrokiem i po chwili wszyscy we trójkę zaczęliśmy się śmiać."

                                                                           * * * 
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
Wtedy byłam szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
__________
Jeśli przeczytałeś/aś, to zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy. 
Hejka jestem Alice, to mój nowy blog, i nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, może będziecie tu czasem wpadać by poczytać :)