sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 2


Samotność.
 Jedyne co mi zostało. Zamknęłam oczy i zaczęłam odliczać tykania zegara z sypialni. Raz..dwa..trzy… cztery.. wskazówka sekundowa ruszała się po tarczy zegara co chwilę. Nie zatrzymując się i nie cofając.
Nie patrząc w tył i nie myśląc nad przeszłością, brnęła dalej. Czas nigdy się nie zatrzymywał, płynął i nie patrząc za siebie stawiał przed sobą krok po kroku. 
‘Dlaczego ja tak nie umiem?’  - Westchnęłam.
Oparłam głową o ścianę za mną. Spojrzałam na księżyc.
 Tak piękny, tak odległy..

* jedenaście lat temu,  lato, dom babci Greyson *

„ – Patrz Charlie, widzisz? – Ryan spojrzał na mnie swoimi ciepłymi, zielonymi oczami - spójrz, - wskazał ręką nocne niebo  - widzisz te gwiazdy?
- uhm, - mruknęłam.  Spojrzałam na migoczące w oddali ‘kropki’. Wyglądały pięknie – ale  co to są te gwiazdy? – zapytałam.
- gwiazdy są jak ludzie, którzy odeszli, - spuścił wzrok – ale wciąż są przy nas, rozumiesz?
- ale one migoczą.. – westchnęłam.  Kątem oka zobaczyłam, że Ryan się uśmiecha.
- Tak, migoczą, bo są szczęśliwe,  - otoczył mnie ręką  - wiesz, trochę przypominają mi Ciebie..
- też tak migoczę?  - Ryan spojrzał na mnie rozbawiony licząc, że żartuję, ale gdy zrozumiał, że mówię serio zaczął się śmiać.
  – no co? – burknęłam i skrzyżowałam ramiona, obrażona.
-  wiesz, że księżyc..  - uspokoił się trochę i wskazał ręką coś.. coś pięknego, czego nigdy dotąd nie widziałam  -  .. jest takim opiekunem gwiazd?
- czyli jak ty? – mój grymas zniknął i pozwolił ulec ciekawości, wpatrywałam się w ogromny, świetlisty okrąg po środku nocnego nieba, otoczy przez miliony kropek. Otworzyłam usta z wrażenia...
- dokładnie, - uśmiechnął się  - za każdym razem jak poczujesz się samotna,  spojrzysz w niebo i zobaczysz księżyc, wiedz, że  gdziekolwiek ja bym był, zawsze będę się Tobą opiekować.
Spojrzałam na jego piękne zielone tęczówki i wtuliłam się w brata.”


*Teraz*

Pojedyncza łza spłynęła mi powoli po policzku tworząc kolejny tor na pozostałych, zaschniętych.
- Mój braciszek, mój starszy braciszek – szepnęłam.  Światło księżyca przebijało się przez zasłony i otoczyło mnie całą.  Podciągnęłam nosem  i poczułam narastający we mnie gniew, żal.  Podniosłam się z zimnych kafelek.
- No i gdzie Ty jesteś? – zapytałam cicho – miałeś się mną opiekować, pamiętasz?  - uderzyłam ręką o blat stołu i wybuchłam. Gniew. Złość. Żal. Strata. Ból. Samotność.
Wszystkie emocje płynęły ze mnie, fala za falą. Byłam wściekła. Nic nie rozumiałam.
Krzyczałam jak opętana. Nagle poczułam na sobie czyjeś ramiona. Zaczęłam się wyrywać.
- Charlie! Charlie! – Słyszałam za sobą podniesiony głos Sam’a  - słyszysz?! Uspokój się!
- Miałeś się mną opiekować ! – krzyczałam w stronę okna, za którym widniał olbrzymi, okrągły księżyc.
- Charlie,  do jasnej cholery przestań!
- Byłam twoją gwiazdeczką!  - wyrywałam się, ale czułam, że gniew opada – Miałeś być jak księżyc! Miałeś się mną opiekować.. Miałeś.. Miałeś..
Osunęłam się powoli na posadzkę i wybuchłam płaczem. Sam otoczył mnie ramieniem.
- Hej, hej..- starał się dać mi siłę, której on sam nie miał.
- Dlaczego on? – płakałam – Ja.. ja nie chciałam.. on.. to .. ja.. – łzy cisnęły się ze mnie bezustannie.
- Charlie, słyszysz mnie? – schowałam twarz w ręce –  Charlie spójrz na mnie,  - Sam odwrócił moją głowę  w jego stronę i mimo woli spojrzałam mu w oczy. Płynęło z nich wyczerpanie. Ból wymieszany ze zmęczeniem wypełniał jego niebieskie oczy. Blond włosy rozczochrane sterczały na wszystkie strony.  Mimo ciemności widziałam jak blady się stał od .. od wypadku.
 Sam, jest.. znaczy był.. był najlepszym przyjacielem Ryan’a. Patrząc na jego twarz widziałam powagę.
- Charlie.. on, - szepnął – on nie wróci..
- ale.. – próbowałam powiedzieć mu o atakach, o tym jak go widzę, ale.. za bardzo go to boli..
- nie, – nie spuszczał ze mnie swoich tęczówek – to nie twoja wina, – dodał tak pewnie, że prawie w to uwierzyłam. Właśnie, ‘prawie’.  Otarłam łzy.  Jego niebieskie oczy tak bardzo zlewały  się z zielonymi oczami Ryan’a.

Westchnęłam cicho i kiwnęłam głową. Oboje byli do siebie podobni pod każdym względem.
 Prawie jak bracia. Podniosłam się i razem z Sam’em wyszliśmy z kuchni.
- idę do łazienki, a ty idź się połóż, jutro wielki dzień…
- okej –  wysiliłam się na uśmiech i wbiegłam po schodach do pokoju.
 Opadłam na łóżko, mój wzrok powędrował w stronę okna. Nocne niebo.  Tyle migoczących kropek. Uśmiechnęłam się sama do siebie.  Spojrzałam na księżyc.
Tak piękny, tak odległy…  zasnęłam.
_________________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Notka:
Hejka, co tam u Was, przepraszam za moją nieobecność ale wiecie, święta i tak dalej :D
No to co myślicie o rozdziale? Jak się podoba?
Miłego :))

2 komentarze: