Brrr.
Nienawidzę tej lekcji. Historia sztuki. Koszmar.
Weszłam do sali i rozglądnęłam się za pustym miejscem. Wszystkie były już zajęte. No prawie wszystkie.
- Panno Greyson? – usłyszałam za sobą głos profesora Richarda. – Ma panienka zamiar w końcu zająć jakieś miejsce, czy oczekuje pani zaproszenia?
Spojrzałam przerażona na nauczyciela.
Wysoki, wyprostowany mężczyzna po czterdziestce, o ciemnych włosach z siwymi pasemkami zaczesanymi do tyłu. Miał na sobie elegancki, szary garnitur z ładnie kontrastującym bordowym w granatowe paski krawatem, a na nosie miał okrągłe okulary. Jego wygląd to nic, w porównaniu z jego staroświeckim, gentelmeńskim zachowaniem.
- Umm… no więc ja, yy.. miałam zamiar, ale.. – niech to szlag, zaczęłam się jąkać.
- proszę natychmiast zająć miejsce, inaczej zostanie panienka po lekcjach.
Zbladłam. Rozejrzałam się jeszcze raz po klasie i szybko zajęłam byle jakie miejsce.
Odwróciłam się do osoby, z którą najwyraźniej od teraz siedziałam w ławce.
Długonogi, ciemnowłosy chłopak. Odchylał się, oparty na krześle i przyglądał mi się z nieskrywaną ciekawością. Wyjęłam zeszyt i zaczęłam notować wszystko z tablicy.
- Psst..
Pisałam dalej..
- Psst..
Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się po klasie. Każdy coś notował, albo słuchał.
Westchnęłam w myślach i wróciłam do notowania.
- Ejj…? – poczułam dźgnięcie długopisu. Podskoczyłam i spojrzałam w lewo.
- Jak Ci na imię? – zapytał długonogi. Podniosłam pytająco brew. Ciemnowłosy uśmiechnął się i potrząsnął głową rozbawiony – ogłuchłaś? Czy nie rozumiesz pytania?
Znów zmarszczyłam brwi. Nie wierzę, co za palant.
- Ee, nie-mowa? – po chwili znów usłyszałam ten irytujący
głos – nie miałem zamiaru cię obrazić, okej?
Przewróciłam oczami i znów wróciłam do notowania.
" Uspokój się Charlie, oddychaj" - myślałam.
- Masz zamiar siedzieć tak cicho przez całą wieczność? - zapytał po chwili.
Uniosłam oczy do sufitu i westchnęłam. Chłopak najwyraźniej rozbawiony nie dawał za wygraną.
- Obrażalska i nie-mowa, nie ma zamiaru powiedzieć ani słowa.. - nucił. Spojrzałam na długonogiego pytająco. - .. taka piękna, taka cicha, nic nie powie...- kontynuował znacząco uśmiechnięty.
- Palant! - palnęłam bez namysłu.
- Panno Greyson? - usłyszałam ostry głos pana Richarda. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na nauczyciela.
- Zostaje panienka po lekcjach. - zmarszczyłam dziś już po raz setny brwi.
- Ale, to nie moja wina, ja...
- Dość! - przerwał. - Oczekuję od pani kultury i wychowania. Na moich lekcjach obowiązują pewne zasady. Jeśli zapomniałaś o nich przez twój roczny niebyt w szkole, to radzę ci je przypomnieć sobie jak najszybciej. W innym wypadku czekać cie będą konsekwencje.
Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno - odchrząknął i poprawił swoje okrągłe okulary - a teraz wróćmy do lekcji.
Spojrzałam na wciąż uśmiechniętego długonogiego. Przypominał mi kogoś.
Westchnęłam i wróciłam do notowania. Po chwili zerknęłam na chłopaka i otworzyłam szeroko oczy.
Wszyscy wokół notowali, a on jeden kiwał się na krześle z ołówkiem między nosem a górną wargą próbując go utrzymać. Wyglądał jak kaczka z zezem. Uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak zerknął w moją stronę a mój uśmiech zamienił się w grymas na twarzy i znów zaczęłam notować.
- Psst...
Drgnęłam..
- Psst...
Podniosłam oczy do góry odmawiając w myślach cichą modlitwę w nadziei, że zaraz przestanie.
- Ejj?
- Czego?! - szepnęłam gwałtownie.
- Wyluzuj.. - zmarszczyłam brwi.
- Wyluzuj?! Pierwszy dzień szkoły, a ja po dziesięciu minutach zostaję po lekcjach! - zerknęłam czy profesor Richard nie zwraca na nas uwagi - Zgadnij przez kogo? - zrobiłam zamyśloną minę i ciągnęłam dalej, - Ahh.. no tak, przez Ciebie!
Oglądnęłam się raz jeszcze czy nikt nie zwrócił na nas uwagi i odetchnęłam głęboko.
Chłopak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami wciąż w lekkim szoku i nic już nie mówił.
Mój wybuch najwyraźniej nim wstrząsnął. Uśmiechnęłam się triumfalnie w myślach.
Kolejne 30 minut lekcji minęło spokojnie...
***
Po lekcjach przeszłam długim korytarzem przez hol i skręciłam w prawo. Otworzyłam czarne, ciężkie drzwi z wygrawerowanym napisem ' Biblioteka szkolna '. Podeszłam do młodej kobiety w okularach z niezgrabnie spiętymi, czarnymi włosami. Segregowała jakieś papiery. Starsza była może o cztery, pięć lat? Nie więcej.
- Dzień dobry, - przywitałam się.
- Idź prosto tym korytarzem aż do końca i skręć w lewo. - Bibliotekarka wskazała ręką, stronę, w którą mam iść wciąż przeglądając stertę kartek.
- Dziękuję.. ?- podniosłam brwi w nie małym szoku, poprawiłam plecak i ruszyłam w przez nią wskazanym kierunku.
Zapukałam dwukrotnie i otworzyłam skrzypiące drzwi. Rozejrzałam się po malutkiej, przytulnej sali.
Była już w sumie zapełniona. Czyli nie byłam jedyna, która się walnęła na pierwszym dniu szkoły.
' Uff...' - pomyślałam. Położyłam plecak i zapadłam się w ogromnym, bordowym fotelu. Westchnęłam.
' I co dalej? ' - znów zapytałam samą siebie. Spojrzałam na tykający zegar na przeciw mnie i zamyśliłam się.
" - Sam?
- Ryan?
- myślisz o tym samym co ja? - poruszał śmiesznie brwiami.
Chłopcy zerknęli na mnie i tym razem oboje poruszali brwiami.
Patrzyłam na obu marszcząc brwi pytająco, ale za nim zrozumiałam co mają na myśli było już za późno. Oboje się na mnie rzucili krzycząc ' Wojna na poduuuuuszki '. Chwyciłam pierwszą, lepszą poduszkę obok i wydałam okrzyk wojenny.
- A masz! - krzyczałam okładając Sam'a.
Cała nasza trójka rzucała się po łóżku na przemian krzycząc i śmiejąc się.
Odpierałam ataki ze strony Sam'a ale kiedy Ryan sięgnął po najcięższą ze wszystkich możliwych artylerii a mianowicie łaskotki, zostałam brutalnie pokonana. Opadłam zmęczona na łóżko i łapczywie chwytałam powietrze.
- To było nie fair.. - wydyszałam w końcu.
- Możliwe.. - Sam położył się tuż obok mnie.
- ... ale to ty dzisiaj zmywasz po kolacji. - Ryan padł z drugiej strony.
Uśmiechnęłam się i niezauważalnie sięgnęłam po 'broń'.
- skoro tak.. - zaczęłam powoli.
- hmm? - mruknęli oboje.
- Dogrywka! - krzyknęłam uderzając Ryana poduszką.
Oboje zaskoczeni zaczęli się śmiać i również sięgnęli po swoją 'broń'. ''
'Dzyyyń, dzyyyyń.'
Mrugnęłam i pokręciłam głową. Sięgnęłam po plecak i wyszłam ze szkoły kierując się na parking.
' to był dłuuugi dzień...' -Westchnęłam.
Ruszyłam do domu wciąż zamyślona.
_________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Notka:
Hejka,
przepraszam, że tak dłuugo czekaliście,
nie miałam dostępu do bloga i tak jakoś wyszło.
W każdym razie jak Wam się podoba?
Co myślicie? Czekam na Wasze komentarze.
Alice.
Nowa zasada:
Szybkość dodania kolejnej części zależy od Was [ czyt. Komentarze ].
Przewróciłam oczami i znów wróciłam do notowania.
" Uspokój się Charlie, oddychaj" - myślałam.
- Masz zamiar siedzieć tak cicho przez całą wieczność? - zapytał po chwili.
Uniosłam oczy do sufitu i westchnęłam. Chłopak najwyraźniej rozbawiony nie dawał za wygraną.
- Obrażalska i nie-mowa, nie ma zamiaru powiedzieć ani słowa.. - nucił. Spojrzałam na długonogiego pytająco. - .. taka piękna, taka cicha, nic nie powie...- kontynuował znacząco uśmiechnięty.
- Palant! - palnęłam bez namysłu.
- Panno Greyson? - usłyszałam ostry głos pana Richarda. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na nauczyciela.
- Zostaje panienka po lekcjach. - zmarszczyłam dziś już po raz setny brwi.
- Ale, to nie moja wina, ja...
- Dość! - przerwał. - Oczekuję od pani kultury i wychowania. Na moich lekcjach obowiązują pewne zasady. Jeśli zapomniałaś o nich przez twój roczny niebyt w szkole, to radzę ci je przypomnieć sobie jak najszybciej. W innym wypadku czekać cie będą konsekwencje.
Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno - odchrząknął i poprawił swoje okrągłe okulary - a teraz wróćmy do lekcji.
Spojrzałam na wciąż uśmiechniętego długonogiego. Przypominał mi kogoś.
Westchnęłam i wróciłam do notowania. Po chwili zerknęłam na chłopaka i otworzyłam szeroko oczy.
Wszyscy wokół notowali, a on jeden kiwał się na krześle z ołówkiem między nosem a górną wargą próbując go utrzymać. Wyglądał jak kaczka z zezem. Uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak zerknął w moją stronę a mój uśmiech zamienił się w grymas na twarzy i znów zaczęłam notować.
- Psst...
Drgnęłam..
- Psst...
Podniosłam oczy do góry odmawiając w myślach cichą modlitwę w nadziei, że zaraz przestanie.
- Ejj?
- Czego?! - szepnęłam gwałtownie.
- Wyluzuj.. - zmarszczyłam brwi.
- Wyluzuj?! Pierwszy dzień szkoły, a ja po dziesięciu minutach zostaję po lekcjach! - zerknęłam czy profesor Richard nie zwraca na nas uwagi - Zgadnij przez kogo? - zrobiłam zamyśloną minę i ciągnęłam dalej, - Ahh.. no tak, przez Ciebie!
Oglądnęłam się raz jeszcze czy nikt nie zwrócił na nas uwagi i odetchnęłam głęboko.
Chłopak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami wciąż w lekkim szoku i nic już nie mówił.
Mój wybuch najwyraźniej nim wstrząsnął. Uśmiechnęłam się triumfalnie w myślach.
Kolejne 30 minut lekcji minęło spokojnie...
***
Po lekcjach przeszłam długim korytarzem przez hol i skręciłam w prawo. Otworzyłam czarne, ciężkie drzwi z wygrawerowanym napisem ' Biblioteka szkolna '. Podeszłam do młodej kobiety w okularach z niezgrabnie spiętymi, czarnymi włosami. Segregowała jakieś papiery. Starsza była może o cztery, pięć lat? Nie więcej.
- Dzień dobry, - przywitałam się.
- Idź prosto tym korytarzem aż do końca i skręć w lewo. - Bibliotekarka wskazała ręką, stronę, w którą mam iść wciąż przeglądając stertę kartek.
- Dziękuję.. ?- podniosłam brwi w nie małym szoku, poprawiłam plecak i ruszyłam w przez nią wskazanym kierunku.
Zapukałam dwukrotnie i otworzyłam skrzypiące drzwi. Rozejrzałam się po malutkiej, przytulnej sali.
Była już w sumie zapełniona. Czyli nie byłam jedyna, która się walnęła na pierwszym dniu szkoły.
' Uff...' - pomyślałam. Położyłam plecak i zapadłam się w ogromnym, bordowym fotelu. Westchnęłam.
' I co dalej? ' - znów zapytałam samą siebie. Spojrzałam na tykający zegar na przeciw mnie i zamyśliłam się.
" - Sam?
- Ryan?
- myślisz o tym samym co ja? - poruszał śmiesznie brwiami.
Chłopcy zerknęli na mnie i tym razem oboje poruszali brwiami.
Patrzyłam na obu marszcząc brwi pytająco, ale za nim zrozumiałam co mają na myśli było już za późno. Oboje się na mnie rzucili krzycząc ' Wojna na poduuuuuszki '. Chwyciłam pierwszą, lepszą poduszkę obok i wydałam okrzyk wojenny.
- A masz! - krzyczałam okładając Sam'a.
Cała nasza trójka rzucała się po łóżku na przemian krzycząc i śmiejąc się.
Odpierałam ataki ze strony Sam'a ale kiedy Ryan sięgnął po najcięższą ze wszystkich możliwych artylerii a mianowicie łaskotki, zostałam brutalnie pokonana. Opadłam zmęczona na łóżko i łapczywie chwytałam powietrze.
- To było nie fair.. - wydyszałam w końcu.
- Możliwe.. - Sam położył się tuż obok mnie.
- ... ale to ty dzisiaj zmywasz po kolacji. - Ryan padł z drugiej strony.
Uśmiechnęłam się i niezauważalnie sięgnęłam po 'broń'.
- skoro tak.. - zaczęłam powoli.
- hmm? - mruknęli oboje.
- Dogrywka! - krzyknęłam uderzając Ryana poduszką.
Oboje zaskoczeni zaczęli się śmiać i również sięgnęli po swoją 'broń'. ''
'Dzyyyń, dzyyyyń.'
Mrugnęłam i pokręciłam głową. Sięgnęłam po plecak i wyszłam ze szkoły kierując się na parking.
' to był dłuuugi dzień...' -Westchnęłam.
Ruszyłam do domu wciąż zamyślona.
_________
Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Notka:
Hejka,
przepraszam, że tak dłuugo czekaliście,
nie miałam dostępu do bloga i tak jakoś wyszło.
W każdym razie jak Wam się podoba?
Co myślicie? Czekam na Wasze komentarze.
Alice.
Nowa zasada:
Szybkość dodania kolejnej części zależy od Was [ czyt. Komentarze ].
Zaczyna się w końcu coś wyjaśniać :) Czekam na kolejne ;))
OdpowiedzUsuń